Analiza handlu cz.2 Dlaczego kupujemy w dyskontach i supermarketach
Avatar

Piotr Stefański

Autor wpisu

Data: 21.04.2017

Na tak zadane pytanie 90% respondentów odpowie: bo jest tanio , wygodnie i widziałem reklamę w telewizji. A przecież nic nie robię, tylko po przyjściu z pracy oglądam telewizję, bo należę do społeczeństwa obrazkowego, bo zostałem zaprogramowany na człowieka konsumpcyjnego, człowieka który zobaczy, poczuje potrzebę/ zazwyczaj niekonieczną/ pojedzie ,, darmowym autobusem”, kupi, wrzuci pieniądze do maszyny/ kasy samoobsługowe/, sam sobie spakuje/ Tesco, Real/ i nie usłyszy nawet pocałuj mnie w d…ę…

Zacznijmy analizę pierwszego atrybutu ,,tanio”, co to znaczy i kto za to płaci? I jakie triki stosują na tobie, jajowate głowy od marketingu wielko-powierzchniowego. Czy zastanowiłeś się kiedyś, jak dany produkt z gazetki jest wyszantażowany od dostawcy, który dla dobra sprawy przetrwania swojej firmy, sprzedaje go sieci na stratach, tylko dlatego, że nie chce stracić kontraktu, bo taką złodziejską umowę musiał podpisać, bo mafia ,,hiper” przejęła 70% rynku handlowego i bezpardonowo dyktuje drakońskie warunki. Producent na taki szantaż musi odpowiedzieć, ponieważ ma ludzi na utrzymaniu, europejskie ceny mediów i najwyższe podatki na płacę . I co wtedy robi? W innych produktach które sprzedaje normalnie poza gazetką, zmuszony jest dodać gorszej jakości składnik, w dużym opakowaniu zmniejszy gramaturę, obniży przydatność i gwarancję, wprowadzi tzw. ,,przepakówkę”, ale co to kogo obchodzi, jak wszystko nam wisi, bo dwa grosze,, taniej”.

Konsument polski nie zdążył jeszcze wyrobić w sobie, tej propaństwowej zasady, stanowczo stosowanej w krajach starego zachodu, że wsparcie rodzimego produktu i kapitału, stanowi znaczną część bogactwa Narodowego. Socjotechnika, gazetka, reklama, promocja, to tylko półśrodek, aby Cię wciągnąć w tę nieczystą grę handlową, bo jak jesteś w środku, to już na starcie przegrałeś, tylko o tym nie prędko się dowiesz. System alejek, ustawienia produktów, rozmieszczenia cen, jest tak skonstruowany abyś w dyskoncie lub hipermarkecie był jak najdłużej.


Supermarkety do perfekcji opanowały sztukę manipulacji i stosowania sztuczek handlowych. Odpowiednio regulują temperaturę panującą w pomieszczeniu, puszczają muzykę dobraną przez psychologów, a towary promocyjne ustawiają tak, abyś miał je przy kasie lub w miejscu odległym od wejścia. Te żmudne zabiegi mają spowodować, by klient nie chciał zbyt szybko opuścić sklepu, a tym samym kupił więcej.

Czy powstało w waszych głowach pytanie, dlaczego hipermarket, w którym pracują dziesiątki osób, w godzinach szczytu ma czynną tylko jedną kasę na sześć istniejących/ np. Biedronka/i stosują tzw. dzwonki. Wbrew pozorom nie dlatego, że akurat nie ma wolnych rąk do pracy, ale po to, by podczas stania w kolejce klient pooglądał sobie stojaki przykasowe, a nuż coś mu się jeszcze przyda. Może przyjdzie mu chęć na coś słodkiego, może przypomni sobie, że powinien jeszcze dokupić jakąś rzecz, albo po prostu będzie chciał mieć w koszyku ten sam produkt, który ma jego sąsiad z kolejki, np. gazetę albo baterie, bo przecież zawsze mogą się przydać.

Drugi powód to praca i czas kasjerki, sześć minut siedzenia w bezruchu to dla liderów pięć minut za długo. Wróćmy do regałów, nie bez znaczenia pozostaje oczywiście układ półek, oraz ustawionych na nich produktów. Artykuły spożywcze, po które przychodzimy najczęściej np. pieczywo, nabiał, wędliny, chemia, znajdują się zawsze na końcu marketu. Żeby kupić jogurt lub mleko, musimy przejść przez cały sklep, a przy okazji sięgniemy po mrożonki albo paczkowane pseudo-sery. Załóżmy, że idziesz kupić ,,tanio” dziesięć produktów, a okazuje się ,że kupujesz tylko jeden taniej, sześć w normalnych cenach i trzy drożej niż w innych sklepach, a doprowadza do tego pokrętny system lokowania cen produktów. Na wysokości oczu klientów zawsze są układane artykuły najdroższe, bo te oko przyswaja pierwsze, ale to nie wszystko, bo cena tego produktu jest powyżej, a pod nim cena tańszego z półki dolnej. A my nie lubimy się schylać, ani wysoko sięgać.


Znalezienie w super- lub hipermarkecie ceny odpowiadającej danemu produktowi, jest utrudnione a czasem bardzo ciężkie . A wszystko przez to, że cen nie umieszcza się na sprzedawanych towarach, one są w kodzie , a gdzie czytnik? No gdzieś jest, trzeba spytać. Zapisuje się je więc, na licznych wywieszkach, których czasem jest tak dużo, że dopasowanie ich do konkretnego produktu może trwać wiecznie, pomyłki są często celowe. Młody sprytny jeszcze sobie poradzi, ale emeryt, rencista? Artykuły muszą być posegregowane, ale niekoniecznie położone przy dobrej cenie. Klient albo znajdzie odpowiadającą towarowi cenę, albo nie, a spytać się też nie ma kogo, jak przy kasie okaże się że towar jest droższy, to machnie ręką, bo kolejka, każdemu się spieszy i wstyd.

Nie wspominając już o towarach zakupionych niepotrzebnie, tylko z wrodzonej potrzeby posiadania , gromadzenia, lub spróbowania, które cichutko i spokojnie zgniją sobie gdzieś na spodzie lodówki. Czy wyliczając średnią zakupionych towarów, utratę zysków producenta, stratę podatkową Państwa, będzie taniej? Wątpię, bardzo wątpię…